-
Kategoria: Relacje
-
06
Wrz
-
Autorzy: Tekla Mrozowicka, Paweł Wójcicki, Oskar Dragon
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Jak tam chłopaki? Zabierzmy się w końcu za tę relację!
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Od prawie pół godziny o tym mówię! Piszemy to, bo zapomnę w końcu co się tam działo!
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Ja mam trochę notatek…
około 2 godz. temu Oscar Dragon
A więc do dzieła!
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Tylko po kolei, ok? Ja na serio optuję za tym, żeby zacząć od tego, że to była najlepsza edycja TNM. Chyba się zgodzicie?
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Jasne, że tak. Wyśmienite nagłośnienie, a line-up był wprost wymarzony - rozczarowań naprawdę na palcach jednej ręki. Nawet rzekłabym, że line-up był odrobinę za dobry jak na dwa dni – przez co ciśnienie czasowe było zbyt wielkie – ciężko było się obrobić ze wszystkimi scenami.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
Zgadzam się. Mało tego - teren w Dolinie Trzech Stawów sprawdził się fenomenalnie. Ustawienie scen, rozlokowanie strefy piwno-gastronomicznej było funkcjonalne. To naprawdę ogromny plus, że piwko można było sączyć praktycznie wszędzie poza sceną główną. Industrialny klimat festiwalu został zachowany pomimo przeniesienia imprezy z terenów kopalni – nie otoczenie ten klimat zbudowało a muzyka wydobywająca się ze scen.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Dobra, napiszemy, że lokalizacja mimo oddalenia od centrum była dobrym wyborem - miejsca było sporo, nie trzeba było tłoczyć się jak w zeszłym roku... a poza tym ładnie tam było imo.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
W ogóle od czego zaczęliście – to znaczy od jakiego koncertu?
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Od Daniela Drumza - mogę napisać, że ładne glithchopowe taneczne tematy zarzucał, piękne połamane beaty, i że Red Bull Tourbus Stage była super.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
Ja zacząłem od basowych, delikatnych pląsów przy Sepalcure, było całkiem przyjemnie, występ był idealny na początek, ale czegoś w tym wszystkim brakowało. Wydaje mi się, że rok temu w Krakowie lepiej się postarali.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Tego nie wiem, ale za to kilka razy widziałam Machinedruma solo – za każdym razem to była petarda, Travisowi duet widać nie służy. Może miałam zbyt duże oczekiwania. Materiał z płyty nie porwał, pomimo bardzo przyjemnej oprawy w postaci wizualizacji na wysokim poziomie. Spore rozczarowanie.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Mój pierwszy koncert to był występ Speech Debelle. Podobało mi się jak zagrała na jednej z poprzednich edycji, ale tym razem muszę przyznać, że brakowało ikry w tym wszystkim. Byłem na pierwszej połowie występu, kiedy grała ‘Blaze Up A Fire’ w dużo żywszej aranżacji niż na płycie, a także ‘Live For The Message’, podczas którego starała się zaangażować publikę. Jej zespół grał fajnie, bujająco, ona sama skakała po scenie w śmiesznych rajtkach, ale dlatego, że pora była wczesna, trudno było złapać klimat…
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Potem poszedłem pod Hipno Stage – tam spotkaliśmy się z Teklą i resztą redakcji. Grali Sepalcure… Mogę się z Wami zgodzić, że czegoś brakowało, bo było cichawo i w sumie odegrali płytę zwyczajnie. Dopisałbym, że taka przyjemna rozgrzewka.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
A byliście na Lucy live?
Chłopak niezłe drony zarzucał przy ambientach.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
No przecież! Wypadł mi z głowy zupełnie! Klimat jak najbardziej był. Dobrze, że jego live był we wczesnych godzinach a nie późniejszych, bo pewnie zamuliłby ludzi. TNM jest festiwalem, gdzie dominuje żywa, taneczna muzyką i ludzie przychodzą na ten festiwal by zwyczajnie się pobawić. Jak dla mnie taki występ pasuje bardziej do klimatu Unsound, do kościoła, nie na TNM.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Dobra, to Wy piszcie o Lucy, a ja dorzucę coś o następnym koncercie - Gang Gang Dance. W notatkach wpisałem sobie tak: "NUDA, ale! Charyzma frontmanki, transowy a wręcz plemienny charakter ich muzyki i hipnotyczne bębny spowodowały, że trudno mi było ruszyć spod sceny." - i to w zasadzie była prawda, spędziłem tam chyba z 40 minut, cały czas marudząc, że to jest nudne.. Haha!!
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Stary, lepiej chyba tego ująć się nie da!
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
No Ty się od razu stamtąd zwinęłaś! Chyba na The Field, nie?
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
A pamiętacie o Eltronie? Paweł, byliśmy na nim przecież. On zawsze gra świetnie - dobry house, funkujące basy, piękne rytmy.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
No tak, po Eltronie trudno spodziewać się czegoś innego niż interesującego seta, który od razu zachęca do tańca.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
Eltron jak to Eltron, grał sprawdzone house’owe bangery z tłustym basem, który wibrował przez parkiet aż do naszych nóg.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Tak, z Gang Gang Dance zwinęłam się do namiotu Hipno Stage na live act The Field. Axel Willner zahipnotyzował publiczność trance`owym brzmieniem. Żywa perkusja i wspierająca gitara zaskakująco idealnie wpasowała się w ten klimat.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Czyli dalej Tekla piszesz coś o The Field. Ja wtedy byłem na scenie BLN.FM. Swojego seta powoli kończył Mijk van Dijk zapodając fajne minimalne granie z ciekawym progressivem. Strasznie żałuję, że nie znam tytułów kilku kawałków które zagrał - były naprawdę dobre.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
To bardzo przyzwoita scena była. Ładne discohousy. Żałuję, że długo tam nie zabawiłam, ale tak dużo działo się na festiwalu...
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
No nie tylko disco house! Niemcy zaprezentowali mieszankę tego, co teraz w muzyce najmodniejsze. Od fajnego groove’u we wspominanym house, przez wobblowane wiertary. Zaglądałem tam kilka razy i w zasadzie albo było sporo ludzi, albo nie było tam nikogo. Potem poszedłem posłuchać przez chwilę XXYYXX - koniecznie piszemy, że jego set się opóźnił. Ja od siebie mogę dodać, że nic zaskakującego nie zaprezentował, jeśli ktoś zna jego płytę to w zasadzie na live act pokazał to samo – elektronikę, chillwave, witch house’owe konotacje. Rozbawiło mnie to, że w ogóle nie umie robić przejść między kawałkami, ale z drugiej strony chłopak ma 16 lat i sporo ludzi bawiło się na jego występie.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
A wiecie, byłem na Gnucci! Trafiłem na nią zupełnie przypadkowo. Ta dziewczyna wie, jak rozkręcić tłum, śpiewając, czy też rapując do mikrofonu. Miała świetny kontakt z publicznością (inni mogli by się od niej uczyć), było wesoło, z jajem. Mało tego, jej dzikie ruchy całym ciałem bardzo mi się podobały! To była niezła sieczka napakowana kuduro, moombahtonami i dancehallem! Cieszę się, że czasami na festiwalach mogę odkryć takich artystów.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Nie byłam. Ok, dalej - L-Vis 1990.
To ja zacznę, że to co grał to była „miazga”. Szkoda, że tak krótko, bo przecież skrócił swój set o pół godziny. Młodziutki DJ wie co z czym można skręcić. Mieszał rave`y, footworki, zaczął od klasyki techno, ale też przeleciał przez afro-beat, housy i hip-hop. Publiczność szalała.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Potem był Beach House na scenie głównej.
Ten występ w line-upie TNM to z jednej strony jakieś nieporozumienie, z drugiej fantastyczny „jasny” punkt programu. Zgadzam się, że Beach House pasował do klimatu raczej OFF Festival – niż TNM. Ale skoro już zagrali – ci, którzy zgromadzili się nielicznie pod barierką, przeżyli tam naprawdę wspaniałe chwile. Można było niemal dotknąć zespołu, i to nawet z odległości kilkudziesięciu metrów – tak kameralnie było.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Paweł, byliśmy razem i tu jak rozumiem przyklepiesz a potem rozwiniesz po swojemu.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Ok. Beach House - dla mnie koncert numer jeden, chociaż już widzę to oburzenie czytelników, kiedy napiszę, że dla mnie magiczny był ten dream pop, który grali. Piękny wokal Victorii Legrand i rozmarzony klimat wraz z deszczem, który mienił się w światłach padających ze sceny stworzyły cudowną atmosferę. I nawet to, że zamiast grać 90 minut grali 50, nie zmieni mojego zdania o tym występie. Nie zgodzę się z opinią, że nie pasowali do tego festiwalu. Byli tam potrzebni choćby po to, by mieszanką utworów ze swoich płyt pozwolić odpocząć od łupiącego po uszach basu. Co ciekawe, utwory z nowego krążka stanowiły niespełna połowę set listy i artyści sięgnęli po sporo starszych numerów, jak np. ‘Gila’ czy ‘Zebra’.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Ok. Ale moim zdaniem to naprawdę przykre, że to nie była publiczność nastawiona na Beach House. Gdy zaczęło padać, większość osób uciekła w podskokach, a gdy przerwano koncert z powodu deszczu, nikt właściwie nie prosił o więcej – wszyscy z pokorą odeszli po 50 minutach. Beach House zasłużyło na publiczność z OFFa – nie z TNM. Miłośnicy nowych brzmień, elektroniki, nastawieni na potężne decybele, to nie byli ludzie, którzy powinni się pojawić pod barierką.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
Ja Beach House nie widziałem, siedziałem wtedy z piwem i przyglądałem się NguzuNguzu. Było w porządku, nie zawiedli mnie muzycznie, ludzie się bawili świetnie a nóżka mi nie chciała przestać tupać. Byłaś tam Tekla?
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Przechodziłam tamtędy. Nóżka Ci nie chciała przestać tupać? Nie żartuj z tak delikatnym określeniem! To była gigantyczna impreza, mega-melanż. Dziki szalejący tłum w rytmie futurystycznej muzyki klubowej, obfitującej w r’n’b, house i funk.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Ja dalej mam zanotowane Hot Chip. Oglądałem streaming ich show na Sonarze i szczerze mówiąc koncert na TNM był powtórzeniem występu z Barcelony. Mi to jednak wcale nie przeszkadzało. Panowie zaprezentowali bardzo taneczne numery, od ‘Boy From School’ z drugiej płyty, przez ‘One Life Stand’, ‘Hold On’, po numery z najnowszego krążka. Mnóstwo ludzi przyszło by ich zobaczyć i posłuchać tego energetycznego elektro popu, wzbogaconego fałszującym wokalem Alexisa Taylora. Kwintesencja Hot Chip. Tak bym to ujął.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Mi się bardzo nie podobało, prawdopodobnie przez wyjątkowo słabe nagłośnienie tego koncertu. Odbiór był fatalny i w porównaniu z rewelacyjnym ich występem na Openerze – niebo a ziemia. Wyraźnie rozczarowana zwinęłam się bardzo szybko na Johna Talabota do namiotu Red Bull Music Academy.
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Na Talabocie publiczność dopisała. Hiszpan wraz z towarzyszącym mu Pionalem zaserwowali materiał z fin, i pomimo pewnych drobnych niedociągnięć, występ należy zaliczyć do udanych. Najważniejszy był klimat – kameralny, lekko niepokojący, a w efekcie ciekawy.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Potem w notatkach mam Fuck Buttons. Pamiętasz, że nastawiałaś mnie na tzw. „mindfuck”? Chociaż go nie doświadczyłem, to muszę przyznać że ich live mnie rozbudził i pozwolił zebrać siły na kolejne godziny zabawy. Przyjemnie było siedzieć na trawce w namiocie Hipno Stage, słuchając tego technicznego pokazu, ale to Twoja broszka, więc może Ty napiszesz coś więcej ;)
około 2 godz. temu Tekla Mrozowicka
Występ Fuck Buttons był „epicki”. Genialnie wykonany live act – zarówno technicznie, jak i pod względem tzw. klimatu. Światła, stroboskopy, dronujące fale dźwięków. Spodziewałam się, że Fuck Buttons wypiorą nam mózgi, ale oni nas zaskoczyli, ponieważ zrobili to subtelnie i z klasą. Surf Solar, który trwał kilkanaście minut – i który cały czas utrzymywał w napięciu, był w moim odczuciu jednym z najlepszych live wykonań jakie zdarzyło mi się w życiu zobaczyć i usłyszeć.
około 2 godz. temu Paweł Wójcicki
Piszcie sobie o Fuck Buttons, ale mnie o wiele bardziej zainteresował Clark, który grał po nich pod namiotem, a na którego poszedłem zaraz po koncercie Hot Chip. Sam się sobie dziwię, ale jak dla mnie live Clarka to top5 tegorocznej edycji FNM. To było urocze, że w czasach, kiedy wszyscy przestawiają się na basowe granie, bezlitosne dla uszu, on wciąż pozostaje wierny muzyce, którą tworzył od zawsze. Grając swoje IDMowe kawałki, trochę taneczne, a trochę przełamywane ścianami trzeszczeń czy randomowych rytmów dał popis prawdziwej warpowskiej elektroniki i chwała mu za to. Jego live act był bardzo równy i wciągający do samego końca. Przy okazji przypomniała mi się ostatnia cieszyńska edycja Festiwalu Nowa Muzyka z 2008 roku, wtedy też grał w podobnym stylu.
około 2 godz. temu Oscar Dragon
Ominąłem Clarka, ponieważ czekałem już na set Scuby. Po wielu pozytywnych opiniach na temat jego gigu we Wrocławiu nastawiłem się na porządny występ. Jak dla mnie Scuba zagrał po prostu dobrze, ale bez szału. Były fajne techno kawałki z progresywnym dźwiękiem, które budowały napięcie. Zagrał znane Feel It oraz The Hope, na których ludzie najbardziej szaleli, oraz zbassowane techno. Jeśli chodzi o technikę jego grania, raczej nie ma się czego doczepić, bo było w porządku poza paroma wyjątkami.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ja na Scubie się przespałam na leżaku. Namiot cały „chodził”, „dudnił”. Wrażenia bardzo mieszane. Dobre brytyjskie basowe granie wypełnione techno brzmieniem, ale nic co by mnie zaciekawiło. Miałam nadzieję, że Anglik zagra numery z ostatniego swojego albumu, jednak tak się nie stało.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Poszłam posłuchać Jimmego Edgara – który zaserwował w namiocie Hipno Stage prawdziwie futurystyczne granie – rozhulany dudniący bas, techno rodem z Detroit, przedzierający się electro-funk, a wszystko to połączone z wizualną częścią opartą na słupach z lampkami LED i stroboskopach. Byłam pod ogromnym wrażeniem, jednak bardzo zmęczona – dlatego do Rustiego nie dotrwałam.
około godziny temu Paweł Wójcicki
Na Rustiego dotarłem za to ja, chociaż też byłem już mocno zmęczony. Jeśli ktoś słuchał jego zeszłorocznej płyty ‘Glass Swords’, w zasadzie wiedział, czego się spodziewać. UK Funky, festyniarskie syntezatory podkręcone do granic mojej cierpliwości i ostry, gęsty basowy wykop. Ludzie tłumnie bawili się na tym secie, mnie jakoś niespecjalnie porwało. Dopiero, kiedy zagrał ‘Ultra Thizz’ tłum zwariował, a ja sam też dałem się wciągnąć do zabawy, kiedy nagle wyskoczył jakiś techniczny kwiatek i numer poleciał od początku. Najzabawniejsza była końcówka – pół godziny do planowego końca występu, a koleś ściąga numer i schodzi tylko po to by dostać burzę oklasków i wrócić jeszcze na 20 minut! Niezły agent…
około godziny temu Tekla Mrozowicka
OK. Mamy dzień drugi.
To może ja zacznę od En2aka.
Michał Sosnowski mógłby grać tam dla mnie cały dzień i wcale nie czułabym się rozczarowana. Futurebasowa wibracja w najlepszym stylu – przy jego graniu nawet wobble dubstepy brzmią dobrze.
około godziny temu Paweł Wójcicki
Że En2ak jest niezły wiemy nie od dziś! Ja z kolei drugi dzień festiwalu zacząłem od końcówki koncertu Loco Star. Strasznie żałuję, że nie mogłem być od początku, gdyż trójmiejski zespół zaprezentował kilka utworów z nadchodzącej płyty… Gdy skończyli grać poszedłem pod Main Stage, więc mogę napisać o 120 days. Tak naprawdę wcześniej nie słyszałem o tym norweskim projekcie, a okazało się że mieszanka synth-popu i indie rocka z technicznym sznytem bardzo przypadła mi do gustu. To specyficzna grupa, z dość charakterystycznym frontmanem, trochę zmanierowanym, trochę zblazowanym ale nie można odmówić mu charyzmy i obycia ze sceną. W pewnym momencie wyszedł na backstage, wrócił z niego z butelką wódki, zszedł ze sceny i podał alkohol festiwalowiczom pod barierką! Mogę napisać o tym w relacji? Jak myślicie?
około godziny temu Oscar Dragon
Napisze, że dopiero wpadłem o 21:30 na Morphosis (chyba, że o coś jeszcze wcześniej zahaczyliście?).
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ja w ogóle drugiego dnia miałam dużo mniejsze ciśnienie, ale chyba nie tylko ja – ludzie snuli się po terenie festiwalu na totalnym luzie.
I dalej… Patrzę w line-up…
To ja o Eskmo czy Paweł też?
około godziny temu Paweł Wójcicki
Ale piszesz o Eskmo pozytywnie czy negatywnie?
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Mogę powiedzieć, że się bardzo starał. Używał kijków, butelek, aby urozmaicić swój show. To był świetny live, ale czegoś brakowało i nawet mniej go lubię po tym występie.
Ty odpowiadasz. (masz co odpowiedzieć? :)
około godziny temu Paweł Wójcicki
Haha, mam co odpowiedzieć. Mnie się podobał jego live act, bo Eskmo grał dość ciekawie i intrygująco. I nawet jak odtwarzał kawałki z płyty to zmieniał aranże, jak w przypadku ‘We Got More’, które było jednym z numerów otwierających występ. Przyjemnie było bujać się do tego niskiego basu, mogę napisać bagnistego? No i to samplowanie trzasku patyka i uderzania w metalową rurkę było dość widowiskowe i przynajmniej wiadomym było, że bawił się swoją muzyką, robił coś więcej, a nie tylko puszczał poszczególne ścieżki z komputera.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ok. I potem napiszę ja, że poszłam na Madliba, i że było dziwnie, bo grał krótkie kawałki - 30sekundówki, a potem kompletnie nie moje klimaty, więc zrezygnowałam z dalszej części występu. Tu, Paweł, rozwodzisz się.
około godziny temu Paweł Wójcicki
Te kawałki 30sekundówki, o których mówisz to było nic innego, jak tylko pokaz możliwości Beat Konducty. O występie MadGibbs złego słowa w relacji nie dam napisać i kropka. Ja bawiłem się wtedy świetnie. Faktycznie może półgodzinna rozgrzewka przed wkroczeniem Gibbsa na scenę była trochę przydługa, ale wielokrotne wyjścia Gaslamp Killera na scenę, który albo podawał Madlibowi skręty, albo nakręcał publikę, jak również bity zapodawane przez jednego z najlepszych beatmakerów urozmaiciły oczekiwanie. Freddie dał pokaz dobrego rapu, oczywiście nie mogło zabraknąć kawałków takich jak ‘Shame’ czy ‘Thuggin’’, będących efektami ostatniej współpracy producenta z raperem. Trzeba w relacji wspomnieć też o tym, że odpalił wielkiego jointa i po każdym kawałków nawoływał do publiki by ta krzyczała razem z nim ‘Fu** Police!’. To było naprawdę niezłe show!
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Potem ja piszę, że z Madliba poszłam na Morphosis. To w ogóle miał być set – nie wiem czy zarejestrowaliście? Set mu z tego nie wyszedł, a live. Gość nie korzystał z komputera, jedynie ze sprzętu analogowego.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Oskar, rozwiniesz Morphosis w odpowiedzi na to co mówię. Ja napiszę, że producent ten zarzucał niemiłosiernie mocne basy, piękne perkusyjne granie.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Kto bierze Mouse on Mars ?
około godziny temu Oscar Dragon
Na Mouse on Mars byłem z 30 minut, przypominało mi Modeselektor trochę.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
A dasz radę napisać więcej?
około godziny temu Oscar Dragon
Na Mouse on Mars podobało mi się to, że to był przede wszystkim live z perkusją, Panowie prali mózgi wykręconymi dźwiękami, nie było czasu na nudę. Jednym słowem było żywo, ludzie się bawili, raczej nikt się nie zawiódł na ich występie. Jedynie co mnie denerwowało - powoli i z czasem czułem się jak bym miał deja vu – przykładowo darcie się do mikrofonu z przesterowanym głosem zaczynało mi przypominać live act Modeselektor.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ok, to ja piszę, że popędziłam na Saschienne.
Nie wiem czy to widzieliście, ale duet kompletnie porwał tłum – co zaskakujące, właściwie nie grając wydanego materiału, tylko beside ich jakieś tematy... Brzmienie było tak potężne, że wszystko w środku latało – barierka, podłoga. Namiot huczał. Fenomenalny live, jeden z najlepszych występów na tegorocznym TNM.
około godziny temu Paweł Wójcicki
Jeszcze Brandt Brauer Frick Ensemble!! Piszemy o tym?
około godziny temu Tekla Mrozowicka
aaa.. Zapomniałam. Po Morphosis, ja mogę. Piękne wprost jazz techno. Bogata orkiestracja – dęciaki, harfa, pełno smyków, fortepian. Było stylowo, a pod względem technicznym – idealnie. Grupa zaczarowała publikę, owacje były niesamowite.
około godziny temu Paweł Wójcicki
O Saschienne dopisz jeszcze, że zagrali piękne berlińskie techno i rozwinęli naprawdę dobrą imprezę, sporo ludzi się bawiło.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ok. Potem napiszę, że poszłam na DJ Rashad i DJ Spinn, tylko że Rashad nie dotarł, bo chyba utknął na granicy. Spinn rozhulał tam niezły melanż. Jak na scenę Tourbusową – oszałamiająca publika, piękny juke, footworki. Klasa.
około godziny temu Oscar Dragon
To był jeden z występów, na które czekałem tamtego wieczoru. Spinn dał sobie radę bez Rashada, chociaż gdyby byli oboje, działo by się jeszcze więcej! Wbiłem tam już na samym początku, gdy bas zaczął nacierać w tempie 160bpm. Ludzi ogarnął szał, zaczęli wykonywać przedziwne ruchy, niektórzy aż drgali, inni też tańczyli footwork, który jest tańcem miedzy innymi pod Juke. Ja także nie mogłem się oprzeć i wbiłem się w tą całą vixe i pod koniec wyszedłem cały mokry, ale oj - było warto! Gdy poleciało Battle for Middle You, Julio Basmore’a w remixie Rashada, czy też We Trippy Mane ludzie odlecieli! Wielki plus także za kontakt jaki utrzymywał Spinn z publiką, rapsował i mówił swoje „ DJ SPINN from Chicago, let’s go, lets’go” i tak dalej. Myślę, że zobaczymy jeszcze nieraz ekipę z Chicago ze swoimi pokręconymi setami na polskiej ziemi.
około godziny temu Paweł Wójcicki
OK. Ja też się świetnie bawiłem na Saschienne. A potem byłem na Ghostpoet, mogę opisać ten koncert. Pamiętam, że potem rozmawialiśmy o słabym nagłośnieniu i to oczywiście zaznaczę, ale mimo wszystko nie spisywałbym przez to występu na straty. Po pierwsze w Hipno Stage było wtedy mnóstwo rozentuzjazmowanych ludzi, którzy naprawdę świetnie bawili przy piosenkach Anglika. Sam Ghostpoet z zespołem zagrał głównie kawałki ze swojej płyty ‘Peanut Butter Blues & Melancholy Jam’, chociaż przy końcówce zaprezentował nowy utwór, brzmiący całkiem obiecująco. Nie zabrakło też singlowego ‘Cash And Carry Me Home’. Fajnie było również to, że Obaro Ejimiwe potrafił nieźle nakręcić publiczność, przekazując mnóstwo energii.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ja na temat The Black Dog może skrobnę coś sama. The Black Dog to było techno w najlepszym wydaniu, surowe, ale bardzo taneczne. Publika zahipnotyzowana. Jak dla mnie może trochę za wcześnie grali. Dalej zaszłam na Four Tet & Caribou dj set, ale było strasznie nudno.
około godziny temu Oscar Dragon
O secie Four Tet b2b Caribou w sumie bym to samo napisał. Pierwsze 20 minut było naprawdę nudne, zajeżdżało trochę jazzem, potem się troszkę rozkręciło, ale nadal to nie było to, czego bym się po nich spodziewał. Tak naprawdę odniosłem wrażenie, że gdyby wystąpił sam Caribou, wyglądało by to o wiele lepiej, bo on próbował wszystko naprawiać przy tym występie. Swoją drogą… DJ set na otwartej przestrzeni ? Chyba coś nie tak? Jak dla mnie to powinni być na którejś z mniejszych scen, brzmienie byłoby całkiem inne. Jedyny plus ode mnie za kawałek Head High aka Shed’a. A Ty Paweł gdzie byłeś w tym czasie??
około godziny temu Paweł Wójcicki
Też byłem na Caribou. Ja bym powiedział, że był to po prostu poprawny set, z tym, że w przypadku takich osób jak Caribou czy Four Tet, spodziewałbym się czegoś więcej niż jedynie poprawności. Podczas rozmowy jeden ze znajomych powiedział, że to przykład występu, który ustawiają nazwiska, a nie wybitne muzyczne popisy. I w zasadzie zgodziłbym się z tym zdaniem – dopiszemy to gdzieś?
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Mayer?
około godziny temu Oscar Dragon
Na Mayerze nie byłem, poszedłem na Gaslampa
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Na Mayerze byłam ładną chwile. Fani tak bardzo szaleli, że trzeszczała barierka, falowała podłoga. Kawał dobrej niemieckiej muzy. Było bardzo głośno – ale to główna domena namiotu Red Bull Music Academy (mi to akurat nie przeszkadzało). Wybiłam na Gaslampa, który totalnie mi nie podszedł. Utwory Justice czy Kanye Westa, w jego żywiołowym wykonaniu były nieco prostackie w odbiorze.
około godziny temu Oscar Dragon
Jak dla mnie w tym roku słabiej niż dwa lata temu… Przede wszystkim technicznie był słabo, najfajniejsze dla mnie momenty były jak zagrał FlyLo, Mr. Oizo, trochę Juke’ów.
około godziny temu Paweł Wójcicki
Gaslamp Killer? Tak, grał też na jednej z poprzednich edycji i podbił wtedy publiczność swoim pokręconym stylem. W tym roku było raczej podobnie, chociaż pod względem muzycznym bardziej przystępnie. Wtedy ten zwariowany koleś dał uszom niezły wycisk, w tym roku postawił na przyjaźniejsze dźwięki, ale nie zrezygnował z wielogatunkowego przelotu: od muzyki filmowej (motyw z soundtracka ‘Star Wars’) do hip hopowych i zbasowanych tracków. Jak dla mnie może być.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Jak końcówka? Nie mam pomysłu. Widziałam tylko kawałek gigu TNGHT (petarda! – Lunice, Hudson Mohawke, pląsający na scenie, w dodatku z Gaslampem hasającym im pod nosem, wśród świateł, dosłownie grzmieli) i musiałam odholować chorego do domu. To ja może napiszę to jakoś kulturalnie, że musiałam się zwinąć z Lucy i nie mogę tego w ogóle przeboleć.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Ok. To Oskar pojedzie tutaj. (jedziesz z Lucy)
około godziny temu Oscar Dragon
Ja na TNGHT nie bylem, czekałem na Lucy. Miał być to dla mnie najważniejszy występ na całym festiwalu. Lucy od razu zaczął z mocnym Kickiem, leciały same dobre, mroczne i deepowe techno sztosy, jak Teengirl Fantasy w remixie Actress’a, czy Too Far Morphosisa w remixie Marcela Dettmanna. Pamiętam, że koło 5 chłopak przywalił w graniu porządny kaliber, ludzie skakali wysoko do góry na Red Bullowej trampolinie (podłoga) i wtedy Lucy spojrzał przed siebie z zadowoleniem. To był ciekawy moment. Jeśli chodzi o techniczną część seta Lucy, to tuta nie ma się do czego przyczepić - było wręcz idealnie. Mało tego, set nie był nudny, ponieważ łączył ze sobą 2-3 kawałki, loopując fragmenty. Podziwiałem tego pana od dawna, ale podczas tego setu zrobił na mnie wielkie, wielkie wrażenie. Z pewnością nie tylko my, ale i sam Lucy zapamięta na długo występ w Polsce, więc wystarczy chwilę poczekać, aż przyjedzie tu znowu nie raz, i nie dwa.
około godziny temu Paweł Wójcicki
Na TNGHT nie byłem, gdyż miałem dość futurebasowych popisów i wysokiego bpm, więc zrobiłem sobie chwilę przerwy, po czym pomknąłem pod Red Bull Tourbusa, aby posłuchać seta Rawskiego, który grając zaprezentował… futurebasowe popisy i wysoki bpm. Ale był to naprawdę dobry, arcytaneczny set z wieloma wątkami i szybką dynamiką przejść. Wielu ludzi podzielało moje zdanie, gdyż pod busem rozkręciła się niezła potańcówa. Wśród tancerzy widziałem gościa z kaskiem i innego z maską konia. I to w zasadzie był przedostatni występ, który widziałem. Potem poszedłem w kierunku Red Bull Music Academy Stage, gdzie ostatni set festiwalu miał zaprezentować Lucy. W zasadzie to grał live act – pełnokrwiste techno z twardym rytmem 4x4, motorycznymi liniami basowymi, niekiedy płynącymi w tle padami, niekiedy surowymi efektami i snare’ami, które mocno siekały po uszach. Pod białym namiotem ludzie tańczyli do świtu tak zapamiętale, że aż drżała podłoga. To było wspaniałe zakończenie drugiego dnia festiwalu.
około godziny temu Tekla Mrozowicka
Nawet o Lucym nic mi już nie mówcie!!
Ok. Skoro ustaliliśmy już co i jak, to chodźmy pisać tę relację!